Inicjatywy

 
Od kilku lat wspieramy “Anielisko” – łódzką świetlicę środowiskową (dzienny dom opieki) dla dzieci z trudnych rodzin.

Świetlica dla dzieci:

inicjatywa1Świetlica Stowarzyszenia „Mocni w Duchu” prowadzi swoją działalność od 1992 roku.
Jako placówka wsparcia dziennego obejmuje opieką 40-osobową grupę dzieci ze śródmieścia Łodzi.
Podopieczni placówki spędzają w świetlicy czas wolny od zajęć szkolnych. Tu odrabiają lekcje, uczą się wypełniania codziennych obowiązków, spożywają wspólny posiłek, poznają w praktyce zasady bycia w grupie. Dzieci ponadto regularnie korzystają z zajęć sportowych, muzycznych, plastycznych, grupowych o charakterze socjoterapii, terapii pedagogicznej, logopedycznej, korepetycji. Organizowane są też wyjazdy poza miasto, wypoczynek w okresie wakacji i ferii, imprezy okolicznościowe np. Gwiazdka, Dzień Dziecka. świetlica jest otwarta po południu od poniedziałku do piątku przez pięć godzin dziennie.

Od roku 2004 prowadzona jest również praca w terenie z odrębną grupą dzieci, które nie są objęte opieką żadnych placówek wsparcia dziennego. Zadanie prowadzi pedagog uliczny. Praca z dziećmi na ulicy prowadzona jest w ramach programu DAPHNE II finansowanego ze środków Komisji Europejskiej. Jest to unikalny program realizowany na terenie Łodzi wzorowany na doświadczeniach pracy z młodzieżą trudną we Francji.

List z Łodzi :

inicjatywa2Łódź jest jednym z największych miast w Polsce, niegdyś potęga przemysłowa, kolebka przemysłu włókienniczego w Polsce. Dziś po transformacjach systemowych miasto zgnębione bezrobociem nędzą i tym, co dotyka najmocniej – nieczułością i obojętnością na własny los. To tu w sercu ogromnego miasta żyją dzieci. Mają swoje marzenia, jak każdy. Krzyś pragnie zostać piłkarzem, a może księdzem, Paweł rolnikiem lub sadownikiem, Justyna fryzjerką, Łukasz zapaśnikiem, Kasia nauczycielką, Arek piekarzem. Chcą kiedyś w przyszłości mieć pracę, wiedzą co to bezrobocie, smutek, ciągłe zmaganie się, by zaspokoić najprostsze ludzkie potrzeby. Pewnego dnia los skierował ich kroki do świetlicy, tam się spotkali, tam też odnaleźli swoje miejsce. Tam czują się dziećmi, mogą zapomnieć choć na chwilę o “dorosłych problemach swojego dzieciństwa”. Jest to dla nich miejsce, gdzie mogą odrobić lekcję, pobawić się, a może tez i nauczyć czegoś nowego.
Nas, ludzi dorosłych, którzy trafiają do tego miejsca dzieci uczą miłości, ukazują co to jest godność człowieka i jak można czerpać radość, ot tak po prostu – z tego, że jest się razem.

PamiętOLYMPUS DIGITAL CAMERAam, jak kiedyś ja trafiłam do tego miejsca. Było to nieomal tuż po powrocie ze stażu w Szwajcarii. Mała może 10-letnia dziewczynka powiedziała mi coś w stylu: ” chodź pokażę Ci miejsce, gdzie większa radość jest z dawania niż z brania, gdzie człowiek staje się szczęśliwy”. No i tak w istocie jest. Wiem, że bieda ma twarz dziecka i tym okrutniej się na tej twarzy odciska, ale wiem też, że nie ma nic piękniejszego niż dziecięcy śmiech, choć bywa czasem, że o jeden blady uśmiech przychodzi długo walczyć. Dla kogoś takiego jak ja, kto biedy nie znał wcale, dla kogo problemem było czy po doktoracie to zostać w kraju, a może wyjechać i robić karierę, było to bardzo mocne i bolesne zderzenie z rzeczywistością i własną ludzką bezradnością. Z tym zderzam się zresztą każdego dnia i nie ukrywam, umacnia to poOLYMPUS DIGITAL CAMERA prostu moją wiarę. Ten zapał dziecięcy, niegasnąca nadzieja na lepsze jutro, coś co jakby dorosłym zanika z wiekiem. Tego, obok szczerej modlitwy nauczyły mnie nasze dzieciaki. Teraz po kilku już latach, kiedy patrzę z pewnego dystansu na swój pobyt w świetlicy i zaangażowanie dostrzegam jak bardzo wydoroślałam w tym miejscu. Była kiedyś szkoła, potem studia na politechnice, doktorat, staż na Uniwersytecie we Fryburgu, powrót do Łodzi. Uczyłam się żyć w różnych warunkach, nawiązywać kontakty z różnymi ludźmi, uczyłam się obcego języka, kultury. Po to, by później mieć co zaoferować innym, coś czego nie da się kupić. Wspólne z dziećmi odrobienie lekcji, chwila rozmowy o świecie innym niż ten co znają, podarowanie własnego czasu – to tak mało i tak wiele zarazem. W świecie, gdzie dominuje pieniądz i niejako jemu zdaje się być wszystko inicjatywa5podporządkowywane, każdy gest bezinteresownego bycia z drugim człowiekiem urasta nagle do rangi czegoś niezwyczajnego i pozwala pamiętać, że jestem przede wszystkim CZŁOWIEKIEM. Istotą, która myśli i czuje. Kiedyś moja przyjaciółka, rodowita Szwajcarka, odwiedziwszy mnie i zawitawszy na świetlicę stwierdziła: to miejsce jest więcej warte niż jakikolwiek szwajcarski bank. Wy dajecie tym dzieciom serce, a to więcej warte niż pieniądze. Tak właśnie o obdrapanym budynku, z prostym surowym wyposażeniem powiedziała. Myślę, że to wystarczy za jakikolwiek komentarz.